Problemy w trakcie nauki jazdy
: pt kwietnia 05, 2013 11:31
Dobry wieczór (godzina powstania postu).
Tytułem wstępu: należy trochę opisać sytuację ogólną. W ubiegłym roku, latem, kiedy zwisałem z poręczy w czasie przerwy w pracy na fajkę (uprzedzam głupie sugestie: nie jestem tym szympansem-palaczem z zoo) wpadłem na pomysł. I były to rolki. Troszkę późno jak na gościa zbliżającego się coraz bardziej do czterdziestki. Postanowiłem spróbować z czym to się je i jak smakuje. Kupiłem a jakże "no name", z obawy przed utopieniem kasy. Pierwsze podejścia miałem nocą. I nie bez racji: były naprawdę żenujące. Rozkręcałem się powoli i zanim poczułem smak, rozwaliła mi się cholewka po 2 tyg. Trochę jakby zabrać dziecku nadgryzionego już batonika. Kupiłem cuś decathlonowego bo obniżona cena była, a ja wciąż nie byłem pewien. Zacząłem się powoli oswajać. Jednak odczułem też skok jakościowy. Tzn. pewnie jeździłem w przód.. Pod koniec miesiąca zdjąłem hamulec, bo zacząłem trenować t stop i przekładankę. Na razie przodem. I zacząłem jeździć do pracy oraz po pracy. W ciągu miesiąca zrobiłem ponad 320 km. Idąc pieszo wręcz czułem się nietypowo. I ni stąd ni zowąd, wysiadając z samochodu złamałem rękę w łokciu. O dziwo, rolki nie miały w tym udziału. Choć po złamaniu dojechałem do pracy na rolkach. I rodzina oraz pracodawcy obrazili się na rolki. Były jednak wyjątki. Kilkuletni junior nie obraził się: na roli reaguje entuzjastycznie ubiera je i pozwala sobie w nich ciągnąć się po mieszkaniu przez 48 sekund. Potem entuzjazm gaśnie. Kilkumiesięczna córeczka zgłosiła votum separatum, bo woli takie wiszące i grające rzeczy. A ja w gips na 2 mies. Do dziś ręki nie mogę wyprostować. A sam "składam" ludzi w całość i łap potrzebuję. Ale ja się nie obraziłem.
Zimą podjąłem treningi w piwnicy na kupionych na allegro RB Kitalpha. Komfort znacznie polepszony, trzymanie łydki świetne. Miałem też czas na ułożenie planu treningowego poszczególnych umiejętności. Nabrałem odwagi i zacząłem trenować obrót w tył (wychodząc z t stopu- rolki cały czas przy podłożu) i jazdę tyłem. Apetyt wzrastał i zakupiłem ostatnio używane Twistery.... No to już w ogóle jest kosmos. Szybko pojąłem jak bardzo "wyrozumiałe" są rolki rekreacyjne dla użytkownika i jak wiele błędów tolerują. Twistery są jak szkło powiększające każde zaniedbanie. Ale tego potrzebowałem właśnie.
Ad rem: czuję, że utknąłem w martwym punkcie. Ułożony plan dotychczas pozwalał na etapowe uczenie się elementów jazdy (wszystkie elementy najpierw "na sucho", potem na małej prędkości):
1. w przód
2. przeplatanka
3. t stop
4. wyjście z t stopu w obrót i hamowanie z obrotem z rolkami cały czas przy gruncie
.. to na razie opanowałem.
Teraz na tapecie jest jazda tyłem. I problem:
5. swoboda jazdy tyłem- pracuję biodrami, ale boję się jeździć dłużej na jednej nodze, jadę bardziej siłą inercji i nie umiem zrobić tak by przez obrót z rolkami przy gruncie przejść do jazdy w przód..
6...a co za tym idzie, nie mogę zmusić się do przeplatanki tyłem
7. ani do powerslide - może kwestia rozciągnięcia i kąta przyłożenia rolek..albo kółek?
8. o ile z jazdy tyłem dość sprawnie obracam się do przodu, tak obrót w tył z oderwaniem 1 nogi od podłoża przy większych prędkościach od spacerowej napawa mnie strachem..setki razy oglądałem mohawk turn, ale jakoś nie mogę powtórzyć.
Ja analizuję w głowie sekwencje motoryczne, ale mam blokadę. Gdzie w kolejności nauki lub czymkolwiek innym tkwi błąd?
Tytułem wstępu: należy trochę opisać sytuację ogólną. W ubiegłym roku, latem, kiedy zwisałem z poręczy w czasie przerwy w pracy na fajkę (uprzedzam głupie sugestie: nie jestem tym szympansem-palaczem z zoo) wpadłem na pomysł. I były to rolki. Troszkę późno jak na gościa zbliżającego się coraz bardziej do czterdziestki. Postanowiłem spróbować z czym to się je i jak smakuje. Kupiłem a jakże "no name", z obawy przed utopieniem kasy. Pierwsze podejścia miałem nocą. I nie bez racji: były naprawdę żenujące. Rozkręcałem się powoli i zanim poczułem smak, rozwaliła mi się cholewka po 2 tyg. Trochę jakby zabrać dziecku nadgryzionego już batonika. Kupiłem cuś decathlonowego bo obniżona cena była, a ja wciąż nie byłem pewien. Zacząłem się powoli oswajać. Jednak odczułem też skok jakościowy. Tzn. pewnie jeździłem w przód.. Pod koniec miesiąca zdjąłem hamulec, bo zacząłem trenować t stop i przekładankę. Na razie przodem. I zacząłem jeździć do pracy oraz po pracy. W ciągu miesiąca zrobiłem ponad 320 km. Idąc pieszo wręcz czułem się nietypowo. I ni stąd ni zowąd, wysiadając z samochodu złamałem rękę w łokciu. O dziwo, rolki nie miały w tym udziału. Choć po złamaniu dojechałem do pracy na rolkach. I rodzina oraz pracodawcy obrazili się na rolki. Były jednak wyjątki. Kilkuletni junior nie obraził się: na roli reaguje entuzjastycznie ubiera je i pozwala sobie w nich ciągnąć się po mieszkaniu przez 48 sekund. Potem entuzjazm gaśnie. Kilkumiesięczna córeczka zgłosiła votum separatum, bo woli takie wiszące i grające rzeczy. A ja w gips na 2 mies. Do dziś ręki nie mogę wyprostować. A sam "składam" ludzi w całość i łap potrzebuję. Ale ja się nie obraziłem.
Zimą podjąłem treningi w piwnicy na kupionych na allegro RB Kitalpha. Komfort znacznie polepszony, trzymanie łydki świetne. Miałem też czas na ułożenie planu treningowego poszczególnych umiejętności. Nabrałem odwagi i zacząłem trenować obrót w tył (wychodząc z t stopu- rolki cały czas przy podłożu) i jazdę tyłem. Apetyt wzrastał i zakupiłem ostatnio używane Twistery.... No to już w ogóle jest kosmos. Szybko pojąłem jak bardzo "wyrozumiałe" są rolki rekreacyjne dla użytkownika i jak wiele błędów tolerują. Twistery są jak szkło powiększające każde zaniedbanie. Ale tego potrzebowałem właśnie.
Ad rem: czuję, że utknąłem w martwym punkcie. Ułożony plan dotychczas pozwalał na etapowe uczenie się elementów jazdy (wszystkie elementy najpierw "na sucho", potem na małej prędkości):
1. w przód
2. przeplatanka
3. t stop
4. wyjście z t stopu w obrót i hamowanie z obrotem z rolkami cały czas przy gruncie
.. to na razie opanowałem.
Teraz na tapecie jest jazda tyłem. I problem:
5. swoboda jazdy tyłem- pracuję biodrami, ale boję się jeździć dłużej na jednej nodze, jadę bardziej siłą inercji i nie umiem zrobić tak by przez obrót z rolkami przy gruncie przejść do jazdy w przód..
6...a co za tym idzie, nie mogę zmusić się do przeplatanki tyłem
7. ani do powerslide - może kwestia rozciągnięcia i kąta przyłożenia rolek..albo kółek?
8. o ile z jazdy tyłem dość sprawnie obracam się do przodu, tak obrót w tył z oderwaniem 1 nogi od podłoża przy większych prędkościach od spacerowej napawa mnie strachem..setki razy oglądałem mohawk turn, ale jakoś nie mogę powtórzyć.
Ja analizuję w głowie sekwencje motoryczne, ale mam blokadę. Gdzie w kolejności nauki lub czymkolwiek innym tkwi błąd?