Byłem, widziałem, przejechałem

Po starcie w Einsiedeln jest około kilometr podjazdu, następnie ok 3km zjazd w kierunku Sihlsee.
Powiem szczerze - nie miałem nigdy okazji zjeżdżać tak długo i troche sie przeraziłem

. Moje skromne umiejętności pozwoliły jednak utrzymać prędkość w bezpiecznych granicach, ale i tak, po dobrym podjeździe, pod koniec zjazdu byłem dosyć daleko z tyłu.
Jeśli w Einsiedeln nie było mat hamujacych to znaczy że był to łagodniejszy zjazd niż w Engadin. Zatem okiem początkującego Engadin jest ostrą jazdą

. Myślę jednak, ze ktoś, kto w trudniejszych profilem trasy maratonach osiąga czasy na poziomie 1:30 lub mniej (jak WOJTEK45), jest juz na tyle oswojony z predkością, że powinien dać sobie bez problemów radę.
Wracając do Einsiedeln, dalsze kilometry to mieszanka lekkich kilkusetmetrowych podjazdów i zjazdów. Jest szybko a niektóre sekcje naprawde dają po tyłku. Szczególnie końcowy 1500m podjazd. Cała trasa to przepiękne, zapierające dech w piersiach, górskie panoramy.
Kibiców, szczególnie w drugiej części wyścigu bardzo mało, asfalt bardzo dobrej klasy. Skończyłem wyścig w okolicach 0:45, czołówka mężczyzn finiszowała ponizej 0:22 - wygrał Iten 0,03s przed zeszłorocznym zwycięzcą (nazwiska zapomniałem - ale też Szwajcar). Wśród kobiet Baena, jak zwykle elegancko podprowadzana przez Nicole Begg i spółkę (Bont).
Jak już WOJTEK45 raportował w Szwajcarii nie dają medali. Pakiet startowy: fajna koszulka, pas na bidon, woda min, plyn persil, i jablko

. Zaskakujący brak miejsca na składowanie bagażu (Szwajcarzy mówią: a zostaw gdzie chcesz - nikt nie ukradnie).
Przed startem miałem okazję zaczepić Nicole Begg i wykonać sobie z nią zdjęcie

Bardzo miła pani i jeszcze bardziej filigranowa w rzeczywistości niż na zdjęciach
Kilka zdjęć wrzucam juz teraz. Reszta wkrótce
http://picasaweb.google.com/mrv1978a/Einsiedeln